W taką porę roku szesnaście łapek zapewnia nam pracę z mopem
i odkurzaczem niemal non stop :) Dlatego na wielu zdjęciach i nagraniach video
w tle przewijają się sprzęty domowego użytku, odkurzacz zajmuje honorowe
miejsce w salonie, mop skrada się za rogiem, ale taki los psiarzy, ot co
;) Albo sterylne mieszkanie, cisza,
spokój, albo mnóstwo radości, miłości i oddania złotych serduszek – ja już dawno temu wybrałam :)
W styczniu, jak zwykle, odwiedziła nas Sansa z rodzinką.
Sansa – dla tych którzy jeszcze nie wiedzą, to sunia z pierwszego miotu
(kwiecień 2013 r.) Perro Companero. Sunia jest baaardzo sympatyczna i
pocieszna. Kilka chwil po tym, jak do nas weszła, zniknęła, a znaleźliśmy ją w
sypialni, na łóżku – taka z niej królewna :)))
Wielu z nas wie, że goldeny uwielbiają wodę, jednak nie
każdy zdaje sobie sprawę, że dla większości tych psów istnieje ogromna różnica
pomiędzy jeziorem, strumieniem czy brudną kałużą, a bieżącą wodą w zaciszu
domowej łazienki. O ile Jasper, Diuna czy nawet Milo nie są zadowolone, gdy
przychodzi pora kąpieli, to jednak z wielkim żalem w oczach pokornie poddają
się naszym zabiegom, tak Cirilla stawia kategoryczne veto. Jej pierwsza kąpiel
odbyła się bez większych przeszkód, nawet cieszyłam się, że tak gładko poszło.
Kolejna była już totalną porażką. Prośby, groźby, korupcja – nic nie było w
stanie przekonać tej zbuntowanej nastolatki do grzecznego wytrwania w wannie
podczas kąpieli. Akcja kąpiel Ciri kończy się totalnym chaosem w łazience, w
powietrzu latają wszystkie kosmetyki, woda jest wszędzie, tylko nie na psie.
Nie wiem w kogo ona się wdała. Latem jest nieco prościej, bo młodą można
przemyć przy pomocy szlaufu, ale w sezonie jesienno-zimowym pojawił się
problem. Jak poradzić sobie z tą małą waleczną istotką? Jakiś czas temu
zaczęliśmy drobnymi kroczkami oswajać Cirillkę z wanną. Duża ilość smaczków,
kliker i krótkie sesje zdają się przynosić rezultat. Jeszcze nie udało nam się
wykąpać brudaski, ale wchodzi do wanny i toleruje płynącą wodę, jak dla nas to
dużo. Jeśli ktoś z Was ma pomysł jak usprawnić ten proces, jesteśmy otwarci na
propozycje :)
Nie wiem dlaczego do tej pory nie pisałam o
umiejętnościach aporterskich Diunki, a przecież jest się czym chwalić :) Nie
polega to stricte na aportowaniu przedmiotów, to coś bardziej przydatnego niż
przyniesiony patyk czy zabawka. Diuneczka lubi i umie pomagać nam w codziennych
sprawach, jak np. rozpakowywanie i transport
zakupów z samochodu do domu, podnoszenie upuszczonych przez nas rzeczy
np. na spacerze rękawiczka lub telefon. Zawsze można na nią liczyć, jeśli
chodzi o transport ręczniczków papierowych czy innych przedmiotów mieszczących
się w pyszczku suni. Nie uczyliśmy jej tego, jedynie dostrzegliśmy i
wykorzystaliśmy drzemiący w niej potencjał
i nieposkromiony apetyt :)) Zawsze za tą ciężką pracę Diunuś zostaje
nagrodzona :) Czasami zdarza się, że gdy jest głodna i próbuje wymusić na nas posiłek, przynosi
nieproszona np. kong, inną zabawkę lub skarpetki :) Jak jej nie kochać !!!
W sumie, to nie do końca rozumiem, dlaczego Milo jeszcze
mieszka z nami. Tak sympatyczna, łagodna i oddana psina powinna już dawno znaleźć
Swojego Człowieka!
Jego problem z nerkami został już zdiagnozowany i opanowany.
Niewiele psów ma to szczęście w nieszczęściu, że choroba została wychwycona we
wczesnym stadium i przy odpowiedniej diecie i lekach jej postęp został
spowolniony. Często zdarza się, że gdy pojawiają się wyraźne objawy tej
choroby, bywa już za późno na leczenie....
Niedoczynność tarczycy? Bez przesady, ludzie też na to
chorują, to choroba cywilizacyjna, z którą też da się żyć. W przypadku Milo
trzeba tylko dwa razy dziennie pamiętać o podawaniu hormonu euthyrox. Lęk
separacyjny, który pojawił się u Milaka, już prawie udało nam się wyeliminować.
W tej chwili, gdy Milo zostaje sam w domu, jest w stanie spokojnie spać. Jest
czujny i zdarza mu się szczekać, gdy usłyszy, że coś się dzieje na zewnątrz,
np. listonosz przy bramie, sąsiad wracający do domu. Po chwili szczekania, Milo
wycisza się i kładzie. Skąd wiem, jak to wygląda? Oczywiście inwigilacja za
pomocą skype'a :) Pewne nadzieje pokładamy również w kamizelce antystresowej,
którą ostatnio Milo dostał od sponsorów (dziękujemy) oraz kastracji chemicznej,
która miała miejsce w minionym tygodniu. Kolejny punkt to wiek Milo: 8,5 roku –
niby już nie taki młody, ale... Każdy kto miał okazję go poznać, nie dałby mu
tylu lat. Jest w bardzo dobrej formie, ma mało kamienia na zębach, dosyć świeży
oddech i dużo energii i chęci do zabawy :) Można nawet powiedzieć, że jest
nieco infantylny :) Najlepiej dogaduje się
z półtoraroczną Ciri :)
Zainteresowanych odsyłam do wątku Milo na stroniefundacji Aurea
http://www.fundacjagoldenom.fora.pl/pod-opieka-fundacji,17/milo-8-5-letni-golden-do-adopcji,6467.html
Zainteresowanych odsyłam do wątku Milo na stroniefundacji Aurea
http://www.fundacjagoldenom.fora.pl/pod-opieka-fundacji,17/milo-8-5-letni-golden-do-adopcji,6467.html
![]() |
Poskramianie brudasa trwa... |
![]() |
Na krześle - to musi być Jasper! |
![]() |
Diunusia |
![]() |
Milo, Diuna i Jasper |
![]() |
Na pierwszym planie Ciri z uśmiechem Jokera :) |
![]() |
Milo |
![]() |
Milo |