niedziela, 28 kwietnia 2013

Kilka słów


Wszyscy z niecierpliwością wyczekują momentu, kiedy szkraby otworzą oczka, my też :)
Ale widać im aż tak bardzo się nie spieszy, mają na to jeszcze czas. 
Podejrzewam, że pierwsza będzie sunia koralowa :) 
Przed maluchami zabieg manicure i pedicure. Pazurki rosną bardzo szybko i zahaczają nimi o kocyki, ale najbardziej na tym cierpi matka karmiąca. Biedna Diuneczka cierpliwie znosi szaleństwa przy sutkach. Małe bezlitośnie pchają się do pokarmu, drapiąc przy tym Diunę a na dodatek, gdy nie trafią w sutka, to ssą obok i malinka gotowa :)
















Toaleta i pełny relaks









Proszę nie mylić z maskotką...


To nie pluszowy piesek....



To ...



Bestia :))







Makro stópki :))



Gładkie, nie śmigane :))


















Diuneczka- dzielna matka karmiąca












Wielki Brat i Mała Siostra :)








środa, 24 kwietnia 2013

Mamy tydzień


Aby ułatwić sobie rozpoznawanie szczeniąt, zostały oznakowane kolorowym lakierem do paznokci przy ogonku.
I tak oficjalnie przedstawiamy nasze małe pociechy:


                                                                      Sunia różowa






                                                                    Sunia koralowa





                                                                  Piesek niebieski






                                                                   Piesek lawendowy







23 kwietnia maluszki ukończyły pierwszy tydzień życia :) Bardzo się zmieniły przez ten czas.
Zostały zważone i w ciągu tygodnia podwoiły swoją wagę urodzeniową. W dniu narodzin sunia różowa ważyła 410 g a reszta towarzystwa równo po 460 g. Wczorajsze wyniki pomiarów to:
sunia różowa: 1020 g.
sunia koralowa: 1010 g.
piesek lawendowy: 1110 g.
piesek niebieski:1130 g.

Lada dzień musimy zmienić wagę i koszyczek na większe :)




W tym koszyku przyjechały w dniu narodzin od weterynarza i miały w nim dużo miejsca :)






Czwarty brzdąc nie zmieścił się w kadrze :)



wtorek, 23 kwietnia 2013

Mamy szczenięta

Pragniemy podzielić się radosną nowiną - w naszej hodowli Perro Compañero 16 kwietnia urodziły się szczeniaczki: dwa pieski i dwie sunie.











15 kwietnia nad ranem Diunce obniżyła się temperatura - pomyślałam, dobrze, zaczyna się :) Wszystko wskazywało na to, że już niedługo zacznie się poród: sunia nie chciała jeść, zaczęła mościć sobie legowisko itp... Nadszedł wieczór potem noc, ale nic się nie działo. Gdy Diunka ok 3 w nocy poszła sobie smacznie spać, zapaliło mi się czerwone światełko. Nad ranem pojawił się zielonkawy wyciek, który oznaczał, że łożysko zaczęło się odklejać. Szybko pojechaliśmy do lecznicy, gdzie po dokładnym zbadaniu, okazało się, że raczej nie ma co liczyć na naturalny poród. Zdecydowaliśmy się na cesarskie cięcie. Jak się później okazało słusznie, ponieważ Diunka normalnie by nie urodziła - szyjka macicy była zaciśnięta, zero rozwarcia, a pierwszy piesek już był opity wodami płodowymi. Na szczęście wszystkie szczeniaczki urodziły się zdrowe i już w czasie osuszania ssały palce. Trzy godziny po porodzie cała gromadka była już w domu. Początkowo Diunka nie mogła odnaleźć się w roli matki, ale po pewnym czasie zrozumiała, że te małe "pijawki" potrzebują jej pomocy i opieki. Mimo iż sunia zajmuje się maluszkami, my pełnimy przy nich dyżury non stop, 24 godziny na dobę. Czuwamy czy wszystko jest w porządku, czy mamusia niechcący nie przygniotła swoich pociech, pomagamy masować brzuszki, sprzątamy, ważymy itd. Kanapa przy kojcu stanowi teraz nasze centrum dowodzenia i tu spędzamy większą część dnia.
Maluszki mają apetyt, szybko rosną i pięknieją. Powoli zaczynają przypominać goldenki :)
Można na nie patrzeć godzinami...












Jestem miękki jak aksamit :)